Sekta

by Jerzy Malinowski

Jedną z dziewczyn brutalnie i często gwałcił. Wpadał do ciasnego pomieszczenia, podduszał ją, gwałcił i wykrzykiwał na cały głos grzechy innych ludzi ze wspólnoty. Oskarżał ją, że grzeszą, bo ona nie jest wierna Bogu. Albo potrafił zgwałcić którąś na ołtarzu w bocznej kaplicy kościoła – mówią w rozmowie z Arturem Nowakiem ofiary ojca Pawła, dominikanina, który dopuszczał się nadużyć w latach 1996–2000.

Agata: Był na swój sposób magnetyczny. To jak mówił o relacji z panem Bogiem, stawiając go w centrum życia, było ujmujące. Można go było słuchać godzinami. Wszystko to było okraszone piękną liturgią, śpiewami. Chwilę po zaangażowaniu się we wspólnocie dość szybko zaczęłam pomieszkiwać w klasztorze. Mój dzień wyglądał tak, że jadłam w klasztorze śniadanie, potem szłam na studia, praca i z powrotem biegłam na spotkania duszpasterstwa. Modlitwy trwały całymi godzinami, najpierw w nocy, potem w dzień i po prostu przestało się opłacać wracać do domu, w którym i tak na mnie nikt nie czekał w ciągu tygodnia.

Olga: Dla mnie ważna też było to, że firmowali to dominikanie. Paweł prowadził Centrum Informacji o Sektach. To budowało poczucie bezpieczeństwa. On aktywnie zdobywał ludzi, ściągając ich do duszpasterstwa skracał dystans.

To prawda, że w jego najbliższym gronie większość stanowiły dziewczyny?

A: Jeśli chodzi o ścisłą grupę modlitewną, to rzeczywiście raczej były dziewczyny. Wiadomo, że ktoś nowy nie rozumiał tych wszystkich zawiłości działania grup modlitewnych i trzeba było trochę czasu, zanim ta osoba mogła przejść do najbliższego kręgu wtajemniczenia.

O: Kiedy przyszłam do duszpasterstwa, to taki ścisły krąg modlitewny już istniał. Mocno mnie zaniepokoiło to, co tam się działo, ale jednocześnie podobała mi się atmosfera w grupie, ludzie, których poznałam, wspólne śniadania po porannej mszy. To wszystko związało mnie z grupą, więc nabierałam zaufania. Pewne sytuacje wydawały mi się jednak dziwne. Byłam na przykład świadkiem tego, jak uczestnicy modlitwy tłukli żarówki w których miał mieszkać szatan, uczestnicy tej wspólnoty biegali za mną, żeby mi odciąć metkę z odzieży, bo miała mieć właściwości demoniczne. Rozmawialiśmy o tym z osobami zajmującymi ruchami charyzmatycznymi.

No i co usłyszałaś?

O: Że dominikanie to specjaliści od sekt i pewnie wiedzą, co robią. Rozmawiałam też o swoich niepokojach z jednym z ojców z wrocławskiego klasztoru – również nie chciał się zagłębiać w temat. Kiedy Paweł się dowiedział, że wypytuję o jego metody, usłyszałam od niego, że ma pełną władzę nad tym, kogo wpuszcza do duszpasterstwa i albo mam zakaz wstępu do duszpasterstwa, albo siadam z nim, rozmawiamy i przyjmuję jego argumenty.

Postawił ci więc ultimatum.

O: Nazwał mnie kozłem i baranem w nawiązaniu do biblijnego oddzielania kozłów od owiec, który może zainfekować resztę członków duszpasterstwa swoją nieufnością i wrogim działaniem. Te rozmowy trwały bardzo długo, on przedstawiał logiczną argumentację, pewien spójny pseudoteologiczny świat, odwoływał się do moich braków, grzechów i słabości, do trudnych relacji w mojej rodzinie i wyjaśniał tym moje zachowanie. Był w to zaangażowany bardzo mocno, dając mi do zrozumienia, że walczy tym o mnie, o moją duszę. W ogóle we wszystko, co robił, angażował się na dwieście procent. Przekonywał mnie, że jest to moja pycha i głupota, jeśli twierdzę, że wiem o sobie lepiej, prawdziwiej niż on, posłany przez Boga i doświadczony, nauczony. Bardzo mocno wspierała go w tym grupa najbliższych mu studentek. Byłam pewna, że przyjmuję jego argumenty z własnej woli, jednak w rzeczywistości właśnie ją traciłam…

A: A ja nie miałam nawet takiego przebłysku. Jeśli miałam jakieś wątpliwości, to dość szybko wzbudził we mnie zaufanie.

W oświadczeniu Dominikanów mowa o naruszaniu waszej intymności. Czy to prawda, że Paweł wykorzystywał wiedzę, którą pozyskał od was o relacjach intymnych na spowiedzi?

O: W moim przypadku tak. Miałam indywidualne spotkania z Pawłem, w trakcie których nakłaniał mnie do mówienia o wszystkich szczegółach mojego życia, także o przeszłości, tej grzesznej przeszłości.

Twierdził, że to kluczowe dla mojego zbawienia, że do tego wzywa nas Bóg i to jest boska łaska uzdrowienia. Pytał, w jakie wchodziłam związki, chciał wiedzieć dosłownie, co do centymetra, co i gdzie dokładnie na moim ciele działo się w moich intymnych relacjach. Wygrzebywał moje najtrudniejsze sprawy, niezagojone rany, których nie brakowało i które często wypowiadałam po raz pierwszy.

Diabelska strategia. Spowiedź to przecież przestrzeń spotkania z Bogiem.

O: Wiedział o mnie wszystko. Nakłaniał mnie do spekulacji, kto mógł mnie “zarazić” złym duchem, kto na mnie źle patrzył, kto mnie dotykał. Spowiedź potrafiła trwać 2–3 godziny. Odwoływał się do Boga. Mówił, że mogę oddać ten swój ciężar panu Bogu. Twierdził, że pan Bóg oczyścił jego ręce i ciało, więc teraz on oczyści mnie swoim dotykiem. Na początku delikatnie mnie dotykał przez ubranie. Twierdził, że jest w stanie stwierdzić, czy ja już jestem oczyszczona, że ma taki dar od Boga. Wyjaśniał, że jeżeli on odczuwa pożądanie względem mnie, to znaczy, że ja jestem nieoczyszczona i że jeszcze będzie się modlił. Sprawiał wrażenie, że go to dużo kosztuje i że bardzo się dla mnie poświęca, jest w stanie oddać swoje życie za mnie…

O: Stopniowo tak. Jego ingerencja w nasze życie była totalna i bardzo intensywna: w sferę psychiczną, duchową, cielesną, w nasz wygląd i ubrania, w związki, w relacje z ludźmi z zewnątrz, z rodziną. „Rozeznał” — jak to nazywał w kościelnej gwarze— że moja siostra odprawia za mnie seanse satanistyczne i jest dla mnie groźna. Było to oczywiście straszną bzdurą, ale wtedy tego tak nie widziałam. Pojawiła się we mnie nieufność i wrogość wobec bliskich.

Po kilku pierwszych miesiącach minął mi sceptycyzm wobec niego i potem do końca wierzyłam każdemu jego słowu, bez cienia wątpliwości. Był dla mnie kimś, kto ma idealny kontakt z Bogiem. Wiele innych osób z jego otoczenia uważało podobnie. Tyle że publicznie nie mówił tych – jak się potem okazało – bzdur. One padały tylko podczas spotkań w węższym gronie wtajemniczonych. Ingerował w każde 10 min. mojego dnia – rozstrzygał, czy byłam wierna Bogu czy nie.

To typowa strategia lidera sekty.

O: Żyłam w coraz większym poczuciu winy i oddzieleniu od studiów, znajomych, rodziny. Przez częste długie nocne modlitwy i spotkania ja i reszta dziewczyn ze wspólnoty chodziłyśmy skrajnie niewyspane. Dramatycznie opuściłam się w nauce, aż w końcu nie zaliczyłam kolejnego roku studiów, powtarzałam go. Paweł twierdził, że ma władzę od Boga by mnie oczyszczać i że Bóg go do tego przynagla. Jakoś na początku 2000 r., po prawie czterech latach manipulacji i indoktrynacji, na wyjeździe wspólnotowym, wezwał mnie w nocy do swego pokoju. Twierdził, że dostał od Boga wezwanie, żeby pogłębić „tylko naszą modlitwę” oczyszczającą mnie. Miało to polegać na dotyku, tylko nago. Paweł był pierwszym mężczyzna, którego widziałam nago i pierwszym mężczyzna, który mnie tak dotykał (w tym czasie byłam już drugi rok w bardzo ważnym dla mnie związku z chłopakiem, który Paweł mocno kontrolował).

Te potkania, w trakcie których naruszał moją intymność, trwały dwa miesiące. Pamiętam, że gdy bolał mnie brzuch, twierdził, że to ewidentne wezwanie do dalszej takiej “modlitwy”. A brzuch bolał mnie cały czas, miałam dreszcze i odruchy wymiotne, bałam się i wstydziłam, czułam straszne upokorzenie. Było to podobno wyrazem mojej niedoskonałości, bo przecież ludzie oczyszczeni przez Boga nie muszą się niczego wstydzić. Jeden ze sposobów “tylko naszej modlitwy” polegał na tym, że miałam wyobrażać sobie czynności, które mnie obrzydzają, których nigdy nie chciałabym zrobić z mężczyzną – i to zrobić z Pawłem. Przy tym było jasne, że to on się poświęca i cierpi dla nas wszystkich. Czasem te seksualne “modlitwy” odbywały się tuż przed comiesięczną mszą św. z modlitwą o uzdrowienie, na którą przychodziły tysiące ludzi. Miały warunkować powodzenie Bożej łaski uzdrowienia: jeśli nie będę im wierna, ludzie nie zostaną uzdrowieni.

Postępował tak ze wszystkimi dziewczynami z grupy?

O: Doświadczenie każdej z nas jest inne. Jedną z dziewczyn brutalnie i często gwałcił. Na przykład wpadał do ciasnego pomieszczenia, podduszał ją, gwałcił i wykrzykiwał na cały głos grzechy innych ludzi ze wspólnoty. Oskarżał ją, że grzeszą, bo ona nie jest wierna Bogu. Albo potrafił zgwałcić którąś na ołtarzu w bocznej kaplicy kościoła. Oczywiście bez świadków.

Mówiłyście o tym między sobą?

O: Żadna z dziewczyn nie wiedziała, co się dzieje u innej dziewczyny, i że w ogóle coś się dzieje. Seksualne „modlitwy” utrzymywane były w ścisłej tajemnicy. Paweł utrzymywał nas w ciągłej nieufności wobec siebie, nakłaniał nas do tego, abyśmy ciągle raniły się nawzajem słowami, abyśmy się źle traktowały. To było w dobrym tonie w tej sekcie: wyszydzać słabości, być bezwzględnym, poniżać. Bo wtedy miał działać oczyszczający ogień Ducha Świętego.

Żyłyśmy odgrodzone od siebie, w lęku, nigdy nie było wiadomo z której strony dostaniesz. Oczywiście z miłości. To, jak nas traktował, wyszło na jaw po jego przeniesieniu z Wrocławia, kiedy sprawą zajął się Marcin Mogielski, kiedy załamał się mur tajemnic i jedna po drugiej zaczęłyśmy ujawniać sobie nawzajem i Marcinowi swoje tragedie. Był to jednak dramat naszych relacji, po paru latach wzajemnego ranienia się, trudno mi było nawet przebywać w jednym pomieszczeniu z większością dziewczyn.

A: Raz tylko Paweł publicznie położył jednej z dziewczyn rękę na łonie. Dotykał ją najpierw przez materiał, potem włożył jej tą rękę pod spód. Pamiętam swoje zdziwienie, że to się w ogóle dzieje. Wyjaśnił, że do tego wzywa go pan Bóg. Rzeczywiście jednak było tak, że on współżył z dziewczynami. Potrafił w ciągu jednej nocy być u trzech kobiet i żadna z nich nie wiedziała, że on tak sobie wędruje od jednej do drugiej, od mieszkania do mieszkania.

Dominikanie mówią też o przemocy.

O: Bił niektórych skórzanym dominikańskim pasem. Zachęcał innych, żeby w tym uczestniczyli. To trwało godzinami. Wiec wyobraź sobie, jak skóra mogła wyglądać po tych tysiącach razów. To była jedna wielka fioletowa skorupa.

A: Bił po nerkach, po tyłku.

O: Pamiętam, jak jedna z dziewczyn po rozeznaniu Pawła położyła się na stół. Jej mama dopuściła się aborcji i chciała to odpokutować. Ona przeżywała wtedy swój czyściec, bo Paweł rozeznał, że jeżeli ona będzie teraz bita, to po śmierci pójdzie prosto do nieba.

Jak to się stało, że tak was zdominował?

A: Byłyśmy w to uwikłane. Na początku, kiedy przyszedł do Wrocławia w 1996 r. spowiadał mnie z mojej przeszłości. Dopytywał o sprawy związane z nieczystością. Zostałam wtedy mocno pobita, posiniaczona na twarzy, głównie przez Pawła. Bili mnie też inni członkowie wspólnoty. To był taki moment, żeby powiedzieć, że spadam stamtąd. Ale zostałam, bo wierzyłam, że pan Bóg mnie tu przyprowadził. Siniaki goiły się przez miesiąc.

Byłyśmy w niego zapatrzone. Miał u nas niepodważalny autorytet. Pamiętam, że każda osoba ze wspólnoty miała zadania, żeby nie próżnowała. On odczytywał jej charyzmaty i na przykład było tak, że ktoś słyszał proroków, ktoś inny był od modlitwy za zmarłych, ktoś na przykład zapadał w rodzaj śpiączki, ktoś miał gromić szatana, więc przez kilka godzin machał ręką i krzyczał „Gromię ciebie, szatanie”. Jedna z dziewczyn, która miała dar rozeznawania proroków, to jest słyszała, co mówią prorocy do tej naszej grupy, miała niestety takie momenty, że przestawała słyszeć tych proroków albo przekazywała proroctwo zbyt cicho lub niejasno. Były różne metody, żeby ją do tego mobilizować. Na przykład dostawała tysiąc pasów, żeby wzmocnić jej przekaz.

O: Bo Paweł twierdził, że jest niewierna.

A.: Pamiętam, jak leżała, obolała po pobiciu. Wierzyła, że jak będzie nieposłuszna, niewierna, to coś się naprawdę dużo straszniejszego wydarzy, no i poddawała się temu. Można porównać to do sytuacji, w której stajesz przed wyborem: albo się dasz umartwić, zbrukać albo twojemu bliskiemu stanie się coś gorszego. On się do takich argumentów uciekał.

O: Paweł stworzył inną rzeczywistość, w której funkcjonowałyśmy, rzeczywistość duchową, w której diabeł, rozmaite demony były bardzo realne, wpływały na nasze ciała, na przedmioty. A każda nasza czynność odbijała się na kimś innym. On uczynił nas odpowiedzialnymi za losy ludzi, świata, za swoje cierpienia i za to, że musiał nas tak traktować. Głęboko nas indoktrynował. Niektóre z osób ze wspólnoty były w związkach. Paweł je rozbijał. On przy wsparciu całej grupy wmawiał chłopakom powołanie. To trwało jakiś czas, aż konkretny chłopak bardzo chcąc odpowiedzieć Bogu na powołanie, wstępował do zakonu.

Do dominikanów?

O: Tak. Ten chłopak akurat wytrzymał tam kilkanaście lat. To nie był w pełni jego wolny wybór, ale efekt bardzo silnej presji.

A: To była w ogóle reguła, że jak pojawiał się we wspólnocie jakiś chłopak, to Paweł go wysyłał do zakonu. Takich przypadków było więcej.

Jakie były motywacje Pawła? Był zorientowany na to, by was wykorzystać seksualnie?

O: Nie sądzę, że chodziło mu o to, by sobie na nas seksualnie poużywać. W każdym razie nie tylko o to. Myślę, że dominująca była chęć totalnego zawłaszczenia podporządkowania sobie drugiego człowieka. On oczywiście twierdził, że zdobywa ludzi dla Boga.

A: Myślę podobnie. Wykorzystanie seksualne było elementem tej dominacji. Wszystko to było podkolorowane jego cierpieniem za grzechy świata, argumentami religijnymi. Dawał nam do zrozumienia, że on cierpi i musi się tak poświęcać dla nas i dla świata, że to bicie, wykorzystywanie seksualne nie ma nic wspólnego z przyjemnością. No i w ten sposób wzbudzał w nas poczucia winy, że jak my nie jesteśmy wierne Bogu, to jemu jest trudno i musi się do takich rzeczy uciekać, żeby nas oczyszczać.

Czy on stosował w ogóle jakąś antykoncepcję?

O: Nie.

A: Kojarzę taką sytuację, że Paweł mówił jednej z dziewczyn, że chce mieć z nią dziecko. Nie wiem, jak on sobie to wyobrażał. No, ale to był cały Paweł. Działał poza granicami celibatu. Twierdził, że ma takie „rozeznanie” i że będzie miał z nią potomka.

A jak wam się udawało ukrywać relacje z Pawłem przed waszymi chłopakami?

O: Mogę mówić za siebie ale myślę, że inne dziewczyny miały podobnie. Byłyśmy związane tajemnicą. Chodziło o to, że ujawniając co on ze mną robi, zdradzę pana Boga i zaszkodzę ludziom, że wtedy stanie się coś strasznego. Ktoś może np. stracić życie w wypadku albo nawet zbawienie z powodu mojej zdrady.

Przeczytaj także

Zostaw komentarz

W ramach witryny stosujemy pliki cookies. Akceptuj