Kler był i będzie – lud jest ciemny

by Jerzy Malinowski

I pomyśleć że dzisiaj zastanawiałem się nad Chrztem Katolickim. Po co on ? W jakim celu ? Czy wierzę w Boga ? Tak ? Czy wierzę w Kościół i jego religię – NIE. Kościół to zło.

Czas biskupów się skończył
Zanim cokolwiek tu przeczytasz, zastrzegam, że szanuję prawo wszystkich naszych obywateli do wolności religijnej i wyznawanej wiary. Nie znaczy to, że godzę się na narzucanie jednej wybranej religii wszystkim polskim obywatelom, wierzącym i niewierzącym, tym bardziej że uznawanie tej wiary za narodową i budowanie jej legendarnych zasług dla kraju jest działaniem nieprawdziwym.
Kiedy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski przekupywał hierarchów kościelnych przywilejami, żeby nie blokowali udziału wiernych w referendum akcesyjnym. Zarządzono nawet dwudniowe referendum, aby zapewnić ponad 50-procentowy udział w głosowaniu Polaków.
Kościół zachował bezstronność za konkordat, za religię w szkole i za wiele innych nienależnych mu przywilejów.
Po wprowadzeniu Polski do Unii Europejskiej hierarchowie kościelni wywierali dalszą presję na wszystkie siły polityczne, by nie tylko utrzymać uprzywilejowaną pozycję, ale z całą możliwą mocą poszerzać swoje wpływy. Przy pomocy partii chadeckich PO i PSL, w sposób bezprawny i brutalny biskupi przejmowali wszystkie majątki, które udało się im wskazać, jako te, z historyczną przeszłością własności kościelnej. Dbali też o ciągłe podnoszenie kwoty przekazywanej przez państwo w ramach funduszu kościelnego i remontów obiektów kościelnych.
Biskupi pilnowali także PiS-u. A gdy ten zobowiązał się do dalszego budowania majestatu purpuratów – pomogli mu w wyborach.
Jednak Kościół niczego nie zrobi dla niepewnych i tymczasowych polityków, jeśli nie będzie miał gwarancji na realizację swoich zamiarów. Dlatego, w zamian za poparcie, w ramach rewanżu za pochówek brata na Wawelu, J. Kaczyński musiał poprzeć, ba, nawet zorganizować wybory prezydenckie dla profesorskiego syna Kościoła, zaufanego purpuratów — Andrzeja Dudy, jako gwaranta stabilności przywilejów biskupich w Polsce.
Po uzyskaniu wszystkiego, czego potrzebowali biskupi, przeszli do ofensywy przeciwko Unii, która nie akceptuje przecież państwa wyznaniowego. Wszystkie kraje unijne odnotowują spadek wiernych i pustoszejące kościoły. Biskupi dobrze wiedzieli, że po uzyskaniu tak wielkich przywilejów i wpływów na społeczeństwo polskie nie jest w ich interesie pozostawanie zawłaszczonej Polski w UE. Nie po to zdobywali całkowitą kontrolę nad państwem i jego obywatelami, aby przez międzynarodowe zależności sprowadzić siebie do roli służebnej w stosunku do wiernych.
Dzisiaj widać wyraźnie, że jednym z podstawowych zadań prezydentury i kierowniczej roli partii rządzącej, jest izolacja Polski od Unii Europejskiej z woli episkopatu. To trudne zadanie, zwłaszcza że poparcie dla Unii wśród Polaków wynosiło ok. 80% i nie spada.
Jednak zależna od biskupów partia podporządkowała temu zadaniu wszystko, aby zniszczyć demokratyczne i postępowe oblicze państwa.
Chodzi przecież o budowę wielkiego państwa chrześcijańskiego Międzymorza, czy Trójmorza.
Ma to być rzymsko-katolicka konkurencja dla UE, która ma obejmować tereny obecnych 12 państw Europy środkowej i wschodniej.
Łatwo było do takiego planu pozyskać rosyjskich agentów, oligarchów i organizacje będące pod obcymi wpływami.
Układ jest prosty: biskupi myślą i przygotowują się do kontrolowania całej Europy, PiS dewastuje ojczyznę i tworzy chrześcijańskie Trójmorze, Putin wspiera i zabezpiecza, Trump, gdy jeszcze rządził, robił interesy i zacierał ręce. NATO traci, a Unia się dziwi, że pomogła odbudować Polskę na swoją zgubę.
PiS-rząd stał się liderem rozbijania europejskich wartości, poczucia wspólnoty, wzajemnego zaufania i możliwość współdziałania.
Wszystko po to, aby Kościół był wszędzie — w szkole, w domu, na ulicy, w sklepie, w pracy, w rodzinie i nawet w łóżku. Wszystkie uroczystości państwowe rozpoczynają się w kościołach, a uroczystości kościelne są już państwowymi. Prezydent na kolanach, rząd na kolanach, wierni, wojsko, policjanci, młodzież – z kapelanami na pielgrzymkach…
Dlatego też nie ma zgody na wpuszczanie do katolickiej Polski uchodźców wojennych z innych krajów, bo liczy się czystość uprzywilejowanej wiary i rasy. Pod hasłem „my chcemy Boga” reaktywowano i wspiera się faszystów, również dla utrzymania najbardziej podatnego na manipulację, radykalnego i niewykształconego społeczeństwa po swojej stronie.
Problem polega jednak na tym, że nie ma w historii żadnego przypadku bogatego i szczęśliwego społeczeństwa państwa wyznaniowego.
Zawsze zaczyna się tak samo, od współzawodnictwa dewotyzmu wiernych, a kończy — najokrutniejszych z wojen — o wiarę, w imię Boga (patrz, chociażby na Państwo Islamskie — ISIS).
W ostatnich dniach jesteśmy świadkami agresji biskupów, którzy nawołują do walki z rzekomym zagrożeniem dla chrześcijan. Wrogami są wszyscy, których można wskazać, jako odmiennych od ich świętego obrazu uległego parafianina. Tak destabilizują sytuację w kraju, mobilizują wiernych wokół siebie, odwracają uwagę od kościelnej pedofilii i swojej zdrady zasadom wiary.
Ciekawe, że nie buntują się hotelarze na wysyp niepłacących podatków, przez to niszczących całą branżę domów pielgrzyma. Nie buntują się handlarze importowanych towarów na konkurencję zwolnionych z płacenia podatków, kościelnych spekulantów obracających importowanymi samochodami i innymi towarami oraz paliwem sprowadzanym z zagranicy. Cicho siedzą właściciele nieruchomości, którzy w każdym mieście nie mogą konkurować z wynajmowanymi przez kościelne instytucje nieruchomościami, które najczęściej przejęte zostały za przysłowiową złotówkę od samorządów lub państwa. Nie protestują rolnicy w sprawie obrotu ziemią rolniczą przez kościelne instytucje. Istnieje tolerancja społeczna dla kościelnych handlarzy w niedzielę, kiedy innym zabrania się tego pod rygorem niebywale wysokich kar. Słono płaci państwo kościołowi za użytkowanie niedawno oddanych za darmo szkół, przedszkoli, domów pomocy społecznej, muzeów, pałaców, placów, …
Do tego dochodzą fundusze kościelne, uprzywilejowana sytuacja prawna wiernych, którzy zawsze mogą powołać się w swojej walce z niewiernymi na obrażanie uczuć religijnych, przy czym oni mogą obrażać, krzywdzić dzieci, niepełnosprawnych, biednych, …, bo przepis broni tylko ich wybujałych praw i jednocześnie bezkarności.
Pytam, więc z całą mocą:
w którym to miejscu chrześcijanie w Polsce są zagrożeni i prześladowani, o co chcą walczyć biskupi i przelewać polską krew?
W świetle przytoczonych faktów, czy nie powinno być odwrotnie, że to obywatele powinni podnieść buntu przeciwko uprzywilejowanej pozycji instytucji powołujących się na boga?
Biskupi szczują na każdą odmienność, aby odwrócić uwagę od swoich przywilejów, pałaców, nieprzyzwoitego bogactwa i prawa do obowiązkowego szacunku społecznego za ich oddaną służbę sobie. Dlatego wywołają każdą możliwą wojnę, bo zawsze na niej, jak na każdej śmierci potrafią zarobić jeszcze więcej.
Widać w całej okazałości, że Bóg miłosierdzia jest tu tylko zasłoną i narzędziem w rękach ludzi odartych z przyzwoitości.
Musimy mieć świadomość, że to nie prezes, ale episkopat staruszków i toruńskie środowisko Putina decydują o tempie rozkładu Polski. PiS — to partia nieodpowiedzialnych ignorantów, z których niewielu zdaje sobie sprawę, dokąd idą i jaką tragedię szykują narodowi.
Z kościoła wyłazi zaraza faszyzmu, niezliczone zastępy rycerzy Chrystusa i Maryi. Niebywałe wpływy w Polsce otrzymuje sekta fundamentalnej agresji katolickiej Ordo Iuris. Wywołanie wojny z polskimi kobietami poprzez praktyczny zakaz aborcji, zapładniania in vitro, badań prenatalnych, nieuzasadniona agresja wobec kobiet policji, wręcz bandyckie napady i bezprawie, aktywność zdziczałej wiarą prokuratury wobec przeciwników agresji kościelnej i faszystowskiej nie pozostawia złudzeń. Potwierdzają to oskarżenia o obrazę uczuć religijnych broniących się przed systemowym atakiem państwa i kościoła na osoby LGBT.
Kato-PiS prowadzi nas do bezwzględnego posłuszeństwa zabobonnym, powołującym się na wolę boga niewolników swojego bogactwa, wpływów politycznych, oszustwa i kłamstwa.
Jak wynika z tych wywodów, prawdziwym wrogiem Polski jest spisek kościelnych starców. To ich interesy realizuje zarówno zakompleksiony egoista — Jarosław Kaczyński, jak i niesamodzielny oraz nie dojrzały krzykacz wiecowy — Andrzej Duda.
Trudno liczyć na to, że naród się obudzi i zatrzyma mowę nienawiści, nie dopuści do dalszego rozwoju agresji. Jakby się jednak nie stało, to mamy w kraju niebywały kolejny skandal wołających o zbrodnie i krew na ulicach, który płynie ze środowisk najwyższych hierarchów Kościoła.
To jaskrawy dowód na upadek moralny, zdradę zasad wiary tych, którzy ponoć reprezentują boga miłości.
Nie chcę tej ich wojny i wizji mocarstwowej Polski opresyjnej, narzucającej życie w ciemnocie wiary, izolowanej w świecie, chcącej podporządkować sobie inne narody.
Dla mnie najważniejszy jest pokój, ale i prawda, nauka, szacunek dla każdego człowieka i środowiska naturalnego, demokracja i pakiet wartości reprezentowany przez Unię Europejską.
Będę bronił tych wartości, przede wszystkim przed opływających złotem starcami w sukienkach, którzy nawołują do wojny.
Czas biskupów nienawiści, świętych łajdaków schowanych za parawanem boga się skończył. Widać to w pustych kościołach i na lekcjach religii. Oby jak najszybciej, poprzez świadomość wiernych i bez rozlewu polskiej krwi.
Adam Mazguła

Przeczytaj także

Zostaw komentarz

W ramach witryny stosujemy pliki cookies. Akceptuj