Nóż

by Jerzy Malinowski

Pracowała w Ministerstwie…. Wpadła mi “pod rękę” w trakcie realizacji jednej  ze spraw. Często wyjeżdżała, najczęściej do Krakowa. Koledzy powiadali że ma kochanka. Matka dwójki dzieci. Kochająca żona. Puściłem za nią obserwację. Po tygodniu okazało się, że “puszcza” się na umówionych randkach z obywatelem Polskim zamieszkałym w Wiedniu. Spotykali się w Krakowie. Były pilot, wyemigrował legalnie. Jako że Pani Marta posiadała dopuszczenia do prac niejawnych zacząłem przyglądać się jej bardziej wnikliwie. Marek oficjalnie prowadził firmę budowlaną w Austrii. Postanowiłem się do niego zbliżyć, rozpoznać. Po jakimś czasie zorganizowaliśmy spotkanie. W restauracyjnym barze udawałem biznesmena z Warszawy. Trochę popiliśmy. Był raczej wygadany, szybko nawiązaliśmy kontakt. Dużo i szybko mówił. Po pewnym czasie założyłem mu w pokoju podgląd. Faktycznie z Martą spotykał się jedynie w celach “łóżkowych”. Ona za drobne prezenciki ulegała mu, i hmmm, była w tym dobra. W trakcie kolejnego spotkania z Markiem zaproponowałem współpracę na rzecz naszych służb. Zdziwiony, spanikowany ale po dłuższej rozmowie “połknął haczyk”. W tamtych czasach pozyskiwaliśmy z zagranicy głównie “polonusów”, obecnie zapewne wiele się nie zmieniło. Kolejne spotkania wyznaczałem w mieszkaniu tajnym. Dwa-trzy spotkania, szło dobrze. Powoli uczyłem go, co chcemy osiągnąć, czego od niego oczekujemy.

Na kolejne spotkanie przyszedł spóźniony. Jak zawsze wyjąłem z barku butelkę koniaku, zrobiłem kawę. On sięgnął do teczki i…. bez słowa szybkim ruchem dźgnął mnie nożem. Na szczęście niegroźnie. W ułamku sekundy szok i poszukiwanie drogi wyjścia. Przed ponownym atakiem uratowały mnie otwarte drzwi wejściowe. Wybiegłem. Byłem uratowany. Nie biegł za mną. Został tam. Natychmiast powiadomiłem przełożonych. W centrali panika. Obserwowałem klatkę, Marek wyszedł, szybko podążał w stronę PKP. Tam go złapano. Okazało się, że leczył się kiedyś w szpitalu psychiatrycznym. W trakcie rozprawy sadowej dostał trzy lata więzienia.

Najciekawsze w tym wszystkim było to, że moi przełożeni uważali, iż całe to zajście to moja wina, źle przygotowane spotkanie, złe rozpoznanie. Wszystko zataili przed wyższymi zwierzchnikami  i Ministrem ON. Długo źle się z tym czułem. Nikt nie wziął mnie w obronę. Pozostałem sam.

Niedługo po tym zwolniłem się ze służby.

Przeczytaj także

Zostaw komentarz

W ramach witryny stosujemy pliki cookies. Akceptuj