Jestem Alkoholikiem

by Jerzy Malinowski

Alkoholizm powoduje problemy rodzinne oraz trudności w środowisku zawodowym. Jest zjawiskiem o wieloczynnikowych uwarunkowaniach, co sprawia, że zarówno profilaktyka, jak i leczenie alkoholizmu stanowią prawdziwe wyzwanie dla cywilizacji, a sam alkohol jest najbardziej rozpowszechnioną substancją psychoaktywną. Alkohol jest też zakorzeniony w kulturze i obyczajowości wielu krajów, co sprawia, że istnieje niestety przyzwolenie społeczne na jego nadużywanie.

Borys Szyc, aktor-alkoholik. Pisał także o swojej chorobie Grzegorz Markowski z PERFEKT, także alkoholik. Profesor, Ksiądz, Prezydent kraju, szewc czy dozorca. A cóż to ma za znaczenie. Alkoholikiem może być każdy. Nie każdy przyznaje się do swojej choroby. Szybciej więc umiera. I nie umiera tak naprawdę na zawał, udar czy nadciśnienie, jak to oficjalnie podaje rodzina czy prasa. Umiera na alkoholizm.

Jestem alkoholikiem. To choroba jak każda inna. Ciężka, podstępna, obniżająca twoje parametry psychiczne i fizyczne.

Rozpoczynałem jak niemalże każdy, w szkole średniej. Piwo, winko przed dyskoteką czy prywatką u znajomych. Na studiach już ostrzej. W pracy często, czasami z przesadą. I tak ponad 30 lat. Nikt nie wie, oczywiście do czasu, że jest alkoholikiem. Długo i ja nie wiedziałem. To przekroczenie bariery jest niewidoczne, dlatego podstępne. Piłem dla towarzystwa, dla kurażu, z zadowolenia, ze szczęścia, raczej nigdy ze smutku. Lubiłem się bawić. Pracę zawsze traktowałem jako zło konieczne. Władza dała mi dobre stanowisko, samochód służbowy i legitymację, która uprawniała mnie do bezkarności. BYŁEM KIMŚ. Nikt nie robił problemu z tego, że jesteś na “bani”. Samochodem też często jeździło się po pijaku, dla milicji-policji byłem nietykalny. Mocna głowa, powiadali o mnie. Mało kto potrafił mnie “przepić”. Preferowałem model “amerykański”. Drinki i sukcesywność, tzn. rozkładanie alkoholu na cały dzień. W ten sposób długo nie upijałem się, posiadając w organiźmie sporą dawkę alkoholu. Często także nikt nie wiedział, że jestem pod „wpływem”. Potrafiłem się perfekcyjnie kamuflować. Nastąpił jednak taki moment, niewidzialny, że już musisz.. To przekroczenie tej „linii”, o której nie wiesz kiedy nastąpi., gdzie organizm domaga się alkoholu jak chleba. Tak było i ze mną.

Poddawałem się, nie dawałem rady. Bezsilność i staczanie się na dno. Mówią, że musisz być na dnie, aby się podnieść. Pewnego dnia siedząc w gabinecie swojej firmy, dokonywałem wyboru. Strzelić sobie w głowę czy walczyć dalej. Zapewne dzwonek do drzwi i przyjazd kolegi doprowadził do tego „dobrego” wyboru. Chyba uratował mi życie.

NIE PIJĘ  12 lat. A raczej wg AA 10 miesięcy i 7 dni. W zeszłym roku „zapiłem”. I znowu przez tydzień „umierałem”. Trzy dni z rzędu odwiedzał mnie lekarz podając kroplówki. Więc 13 grudnia 2020 będzie rok w trzeźwości a nie lat 12. Ale znowu jestem dumny z siebie. Nie piję.

Przeczytaj także

Zostaw komentarz

W ramach witryny stosujemy pliki cookies. Akceptuj