WSOWPanc – 6komp. wojsko

by Jerzy Malinowski

1975 rok, pociąg relacji Warszawa – Poznań. W życiu nie byłem w Poznaniu. Egzaminy na studia w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Pancernych. W pociągu zapoznałem gościa z Ursusa, także przyszłego adepta tej uczelni . Przed bramą szkoły patrzymy,  Kawiarnia “Rusałka”, no to chyc, do knajpy. Speluna, którą jak się później okazało częstymi gośćmi byli podchorążowie, okoliczni węglarze i wszelkiej maści poznańskie cwaniaczki klasy niższej. Piwo było zacne, z beczki. No więc daliśmy tam “czadu” tak, że jak po kilku godzinach przekroczyłem bramy szkoły to w zasadzie nie wiedziałem gdzie jestem. Pytali się na jaki kierunek obywatel, hmmm, nie wiedziałem ;)) Gość z Ursusa strzelił, a jakie są ? no to my na polityczny, OK. Jak się później okazało, już w trakcie studiów, wybór był trafny. My do książek, kierunek pancerny do czołgu, do smarów, do nieustannego czyszczenia luf.

W tamtych czasach, o czym nie wiedziałem lud pchał się z wojska, Przyjęli nas bodajże 167 osób, a na egzaminy zjechało  chyba z 1,500 młodych mężczyzn z całej Polski. Pomyślałem sobie, to pewnie mam z głowy, za duża konkurencja. Okazało się jednak że ZDAŁEM. Fart, chociaż do końca nie byłem zdecydowany czy chcę na dłużej zawitać w Poznaniu, w wojsku. Te myśli targały moją głowę nie rok, nie dwa lecz całe lata. “Nie nauka lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera” ;)) Ok – rozpoczęliśmy studia. Na początku 6 tygodni tzw. “unitarki”, gdzie dają “kość”, na nowo uczą chodzić, po wojskowemu, krok defiladowy, noga wyżej, jak najwyżej, próbne defilady, musztry,poligon, strzelania z AK-47 i pobudki o 4 rano w celu pokonania 15-20 km do m.Biedrusko. Schudliśmy tak, że rodziny na przysiędze miały trudności z rozpoznawaniem nas. Oczywiście zero wyjść na miasto.

Po “przysiędze” w miarę normalnie, pierwsze przepustki. W mundurkach, chociaż kto bardziej cwany załatwiał sobie normalne ciuchy i przetrzymywał je gdzieś potajemnie. Na przepustkach głównie pijaństwo /wspomniana powyżej “Rusałka” i inne/ oraz odwiedzanie okolicznych kobiet w budynkach prawie bezpośrednio przyległych do naszej szkoły, Hotel dla pielęgniarek i Akademia Rolnicza. Ojj działo się, ojj działo ;))

Na “studiach” normalna nauka, filozofia, nauki społeczne, historia, ekonomia, matematyka, itp. po południu samokształcenie lub strzelania z różnej broni, poligony, taktyka… W ciągu pierwszych trzech lat spaliśmy w salach po 15-20 osób, istny kosmos. Dopiero na czwartym roku przenoszono nas do hotelu-internatu, po dwóch-trzech w pokoju. Wstawaliśmy o 6 rano-pobudka, po 5 minutach już na dworze, czy zima czy lato, pada deszcz czy siarczysty mróz. Nieważne – gimnastyka na świeżym powietrzu, bieg, kilometr lub dwa, znowu gimnastyka i na kompanię, do mycia. W początkowym okresie wszystko na rozkaz. Mycie także, na toaletę  10 min.

Sport, dużo zajęć. Biegi, basen, gimnastyka na przyrządach. W sporcie przodowałem, w nauce niekoniecznie.

Po pół roku miałem dosyć, po roku kombinowałem jak tu się zwolnić, uciec z tego bałaganu. Po dwóch latach /wg.przepisów odsłużyłem wojsko/ poważnie zastanawiałem się nad odejściem, nad “wolnością”. Zostałem, na kolejne 20 lat.

Przeczytaj także

1 komentarzy

stanislaw 29 grudnia, 2020 - 8:58 am

Jerzy jak.6 kompania to u pprPralata chrzesniaka spWitolda Wereszczynskiego gen komendanta przez 5lat WSzOWPanc jak sie zminiles przede wszystkim swiatopogladowo wiadomoniektorym wyprali mozgi lata w armii

Reply

Zostaw komentarz

W ramach witryny stosujemy pliki cookies. Akceptuj